Trudno wyobrazić sobie korespondentów równie czcigodnych jak ta para: znakomita pisarka polska i jeden z najwybitniejszych eseistów naszych czasów o zadziwiającej erudycji. Korespondencja ta nie wynikła z przypadku. Jerzy Stempowski, syn Stanisława Stempowskiego, wybitnego działacza socjalistycznego, jednego z przywódców polskiego wolnomularstwa, był ostatnim towarzyszem życia Marii Dąbrowskiej. Po jego śmierci zawiązała się między Jerzym Stempowskim synem i Marią Dąbrowską regularna korespondencja, która trwała przez trzydzieści dziewięć lat. Jestem już przy trzecim tomie tych listów zebranych i z niechęcią myślę o ich rychłym zakończeniu, tak mądra, a zarazem swobodna jest ta proza epistolarna, utrzymana w pięknej i charakterystycznej dla każdego z rozmówców polszczyźnie.
Świetnie udokumentowany wstęp Andrzeja Kowalczyka poprzedzający Listy jest cennym źródłem informacji o ich autorach. Pominę tu obszerny biogram Marii Dąbrowskiej, której pisarstwo i życiorys są zainteresowanym znane. Najwięcej dowiedziałam się z tego wstępu o Jerzym Stempowskim, którego twórczość była zawsze przedmiotem mojego podziwu, a sama postać budziła zrozumiałe zaciekawienie.
„Jerzy Stempowski zaczynał od esejów, artykułów i recenzji, które publikował w prasie piłsudczykowskiej, w «Drodze», w «Głosie prawdy»” – pisze Aleksander Nowak. Wiązał z tym obozem nadzieje na powstrzymanie rosnących sił nacjonalistów. Po przewrocie majowym porzucił dziennikarstwo, złożył dymisję z urzędu sprawowanego w Prezydium Rady Ministrów, zbliżył się do antysanacyjnej opozycji. Publikował w „Wiadomościach Literackich”, „Skamandrze”, „Robotniku”, „Przeglądzie Współczesnym”, „Ateneum”, „Marchołcie”, w wileńskiej „Comoedii”. Zaproszony przez Leona Schillera został wykładowcą w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie. Emocjonalnie związany był z Ludwiką Rettingerową nazywaną Wichuna. Z zachwytem opisuje tę postać Halina Micińska-Kenarowa.
Autor wstępu, pisząc o drodze intelektualnej Jerzego Stempowskiego, zwraca szczególną uwagę na środowisko, w jakim się wychował. Wcześnie poznał kilka języków, w tym łacinę i ukraiński. W jego rodzinnym domu bywali Żeromski, Sieroszewski, Krzywicki, Strug. Studiował w wielu miastach europejskich, w Krakowie, Monachium, Paryżu, Zurychu, Bernie, Genewie. Nie ograniczał się do jednego kierunku, równie pilnie zgłębiał medycynę, muzykologię, filologię klasyczną i romanistykę, interesował się Chinami i islamem. Należał do najlepiej wykształconych Polaków swego czasu.
Od lat uważałam i uważam Hostowca, nazywającego siebie niespiesznym przechodniem, za niezrównanego mistrza eseju, bliskiego mi poprzez swój sposób myślenia i patrzenia na świat. Wielokrotnie wracałam do zbiorów jego pism i do listów kierowanych do Józefa i Marii Czapskich, Jana Kotta, Czesława Miłosza, Józefa Wittlina, Wiktora Weintrauba, do matki i do ojca. Z okazji czytania korespondencji z Marią Dąbrowską sięgnęłam teraz do tamtego zbioru wydanego przez „Zeszyty Literackie” jedenaście lat temu. Szczególnie porusza mnie opowieść o książkach znalezionych w opuszczonym schronieniu przemytników. Raz jeszcze Hostowiec wraca do tych wspomnień w liście wysłanym do pani Marii ze Szwajcarii w czerwcu 1942. Zacytuję ten fragment:
„Okazało się, że wszędzie, dokąd mnie bogowie prowadzili, czy w pałacach, czy na karczunkach, czy u filozofów, czy u przemytników, wszędzie życie układało mi się w podobny sposób. Wszędzie, nawet u leśnych karczmarzy, u flisaków, znajdowały się ciekawe książki, które ktoś kiedyś zbierał lub zapomniał, wszędzie wynikały podobne rozmowy, wszędzie znajdowałem towarzyszy dzielących te lub inne z moich gustów i zainteresowań, wszędzie odwiedzały mnie życzliwe zwierzęta, koniki, pieski i żuczki, słowem, po paru godzinach byłem już wszędzie w tym samym żywiole. Bądź więc dlatego, że nie zrezygnowałem z żadnego ze swych upodobań, bądź dlatego, że warunki nigdzie nie wymagały, abym był czymś innym niż przedtem, wydaje mi się, że zostałem taki sam jak przed trzema laty. Myślę też, że jestem w tym nieodrodnym synem swego ojca i z wiekiem staję się coraz bardziej do niego podobny. Bardzo też często o nim myślę”.
Charakterystyczne dla Jerzego Stempowskiego jest to, że rozważając otaczające go życie i studiując dzieła starożytnych i współczesnych mędrców, równocześnie nie gubi zainteresowania dla wydarzeń związanych zarówno z polityką, jak i ze sztuką współczesną. Nowak pisze, że podczas studiów w Zurychu interesował się Stempowski awangardą artystyczną, poznał Tristana Tzarę, Hugo Balla, bywał w Cabaret Voltaire. Jego sądy wyrażane w listach na temat sztuki są zawsze niezależne, poparte głęboką wiedzą i doświadczeniem. Jego erudycja i umiejętność obracania się w materiale czerpanym z nagromadzonej w księgach wielowiekowej mądrości nie przeszkadza mu w bystrym spoglądaniu na teraźniejszość, w jakiej żyje.
Zainteresowanie polityką, więcej, wiedza polityczna Hostowca jest imponująca. Daje o niej znać wyraziście w swoich listach, powołując się na okoliczności. Trudno tu też nie wspomnieć o jego wiedzy medycznej; dzieli się nią ze swoimi korespondentami i przyjaciółmi, którzy chętnie z jego rad korzystają. Przesyła ze Szwajcarii i z Francji leki, o jakie jest proszony. A próśb takich jest mnóstwo, on zaś niezmordowanie wysyła raz po raz dobroczynne paczuszki, choć wydatki te musiały się odbić na skromnym sposobie jego życia.
Julia Hartwig
Dziennik 2
No comments:
Post a Comment